Marek Bańczyk, "Metropolia"
Poznań AD 2007 potrzebuje nowego impulsu rozwojowego. Nie tylko marki czy promocji. Nie tylko nowej, bardziej zdecydowanej, globalnej i skutecznej dyplomacji miejskiej. Poznań potrzebuje redefinicji samego sedna. Potrzebuje nowej wizji, która wykorzysta stare zasoby, ale da im nowy wymiar. Wmontuje je w nowy mechanizm rozwojowy.
No i co z tego? To wszystko wiadomo od dawna. Trąbimy o tym od ponad roku. Nie tylko zresztą my. Mówienie o potrzebie nowej wizji dla miasta stało się w pewnym sensie modne. Bardzo dobrze, że się tak stało, ale kontynuację tej mody zostawiamy innym. My uciekamy do przodu i stawiamy konkretną propozycję.
Prześledziliśmy ścieżki rozwojowe najbardziej dynamicznych miast świata. Analizowaliśmy cechy najlepiej rozwijających się gospodarek globalnych. Skatalogowaliśmy zasoby naszego miasta w różnych układach. Mamy pomysł na Nowy Poznań. Bogatszy, ciekawszy, bardziej znany i tętniący życiem. Nie twierdzimy, że to nasz pomysł jest jedynie słuszny, ale owszem - twierdzimy, że jest słuszny. Opiera się na atutach, które w dużej mierze już mamy w mieście, trzeba je tylko połączyć w odpowiednią kombinację i wykrzesać pierwszą iskrę. Dlaczego do tej pory nasze atuty same nie zadziałały? Składniki dynamitu leżące obok siebie też nie działają.
Dizajnerskie rogale?
Poznań powinien postawić na sektory kreatywne. Są to sektory gospodarki, które najtrudniej się kopiuje i na których najwięcej się zarabia. Spośród nich najważniejszy jest dizajn. Dizajn to nasz dynamit. Dizajn czyli wzornictwo, projektowanie i stylistyka w jednym. Najbardziej praktyczne działanie twórcze. Najbardziej bliska człowiekowi forma kreacji nowej rzeczywistości. Ambitna i porywająca a zarazem namacalna i po poznańsku konkretna. Poznań może stać się miastem dobrego wzoru. Miastem nowych trendów w projektowaniu. Miastem najlepszego stylu. Mamy już zalążki sektorów kreatywnych i doskonałe warunki do ich dalszego rozwoju. Trzeba je w odpowiedni sposób skonsolidować. Dizajn w szczególności i sektory kreatywne w ogóle powinny być przedłużeniem poznańskiej tradycji w XXI wiek. To nowa postać naszej specjalizacji.
Dizajn to nie kwiatek na tapecie czy fanaberia niedoszłego artysty. To lwia część najbardziej konkurencyjnych współczesnych gospodarek. W dodatku – ta lepsza część. Skupię się na podaniu najważniejszych powodów, dla których chcemy postawić na dizajn, i chcielibyśmy nawet, gdybyśmy nie mieli do tego specjalnych predyspozycji. Ktoś mógłby spytać, czy nie lepiej skoncentrować się np. na cukiernictwie. Mamy w końcu jako tako znana w Polsce tradycję swietomarcińskorogalną. Istnieje przynajmniej 7 Powodów Głównych, dla których bez wahania stawiamy właśnie na dizajn.
Powód Pierwszy: Firmy inwestujące w dizajn zarabiają więcej od innych
Wydaje się oczywiste, że firmy, w których lepiej projektuje się produkty (czy to dobra materialne czy usługi), wygrywają z firmami, które wypuszczają na rynek byle co. „Lepiej zaprojektowane” znaczy: tańsze, ładniejsze, lepiej wykorzystujące zasoby technologii lub wszystkie te trzy rzeczy na raz. Takie produkty musza wygrywać na rynku. A dla Poznania lepiej, żeby firmy w nim zakotwiczone funkcjonowały lepiej od innych. Firmy inwestujące w usługi projektowe notują szybszy i wyższy wzrost obrotów od pozostałych, ich akcje osiągają wyższe ceny na giełdzie. Potwierdzają to wieloletnie badania (omówione w osobnej ramce). Oczywiście, żeby tak się stało, rynek musi wyjść z pierwszej fazy rozwoju, gdy kupuje się wszystko. Polski rynek właśnie z niej wychodzi, a rynki większości innych krajów UE – dawno z niej wyszły. Mamy pole do popisu. W naszym otoczeniu dizajn się opłaca i będzie się opłacał coraz bardziej.
Powód Drugi: Miasto dizajnu nie boi się taniej konkurencji
Z całym szacunkiem dla dokonań różnych naszych miast-przyjaciół-lecz-również-rywali, miasto żyjące głównie z fabryk, jest w pewnym sensie podobne do Citibanku: nigdy nie śpi. To znaczy: takie miasto nigdy nie śpi spokojnie. Jeżeli głównym atutem miasta jest tani grunt pod inwestycje oraz niska cena siły roboczej utrzymywana przez wysokie bezrobocie, zawsze może się znaleźć gdzieś na świecie miejsce z jeszcze tańszym gruntem i siłą roboczą. Dopóki jest to standardowa siła, fabrykę zawsze można spakować i wywieźć. Nawet na inny kontynent. Wtedy miasto fabryk pada na pysk i biadoli o taniej nieuczciwej konkurencji. Miasto dizajnu nie musi biadolić. W mieście dizajnu głównym atutem nie jest taniość czegoś tam, tylko kombinacja wyobraźni oraz wiedzy i umiejętności ekonomiczno-technicznych. Taka kombinacja jest praktycznie niepodrabialna. Nie można z nią konkurować ani darmowym gruntem, ani masą darmowej siły roboczej, ani nawet zwolnieniami z podatku. Dlatego Mediolan czy Frankfurt w swoich dyscyplinach nie mają rywali.
Powód Trzeci: Miasto dizajnu przyciąga absolwentów uczelni
Polska przeżywa boom edukacji wyższej. Polski współczynnik skolaryzacji w studenckiej grupie wiekowej plasuje się w pierwszej trójce najlepiej rozwiniętych krajów świata (OECD). I ten właśnie kwiat polskiej młodzieży dziarsko rozpoczyna życie zawodowe, z tym że – najczęściej w Wielkiej Brytanii w hurtowniach, magazynach lub knajpach. Absolwenci uciekają. Można oczywiście starać się ten skutek odwrócić, czyli apelować i prosić, albo ogłaszać, że u nas znów jest dobrze. Znacznie lepiej będzie jednak uderzyć w przyczynę tego zjawiska. Dizajn jest dziedziną gospodarki szczególnie absolwentochłonną. Wymaga sam w sobie wykształcenia zawodowych dizajnerów oraz menedżerów dizajnu oraz całej gamy specjalizacji biznesowych, technicznych, artystycznych i humanistycznych. Sektory kreatywne dają pracę setkom tysięcy takich ludzi i przyciągają nowe firmy. Nowe firmy z kolei mają różne działy, przez co dają pracę również absolwentom kierunków niezwiązanych nijak z dizajnem. Dizajn nie tylko zatrzyma naszych absolwentów. Przyciągnie też innych, wskutek czego u nas zostaną najlepsi. Obecnie, i lepsi i gorsi mają niewiele powodów, żeby zostać.
Powód Czwarty: Miasto dizajnu jest stale otwarte i pełne świeżych trendów
Dizajn jest zawsze w jakiejś mierze oparty na nowatorstwie, odkrywczości, oryginalności. Dizajnerzy są często ekscentryczni i spontaniczni. Niekoniecznie w tym samym stopniu, co nieobliczalni artyści, bo dizajn nie jest w końcu sztuką, tylko wysokim poziomem rzemiosła. Niemniej, dizajn zawsze czerpie siłę i natchnienie z kreacji artystycznej. Dlatego miastu dizajnu nie grozi uwiąd i skostnienie. Z definicji przyciąga bowiem ludzi, którzy swoim działaniem, osobowością, lub samą egzystencją zapobiegają temu skostnieniu. Dizajn wymaga też pokazów, targów, konkursów. Ciągle ktoś przyjeżdża, debiutuje, ktoś trafia w próżnię, a ktoś inny robi furorę. Tworzy się jakiś trend, a potem się go podważa. Powstaje dyskurs. Świeża myśl śmiga w wielu kierunkach, nieustannie rotuje. Miasto dizajnu staje się młode duchem.
Powód Piąty: Dizajn daje miastu unikalny wizerunek
Akademickość miasta jest atutem, ale w samej Polsce jest przecież kilka miast akademickich. Technologiczność miasta jest atutem, ale w samej Polsce kilka miast stawia na technologię. Wszyscy chcą iść tropem Krzemowej Doliny. O dizajnie, póki co żadne miasto w Polsce nie pomyślało. Może oprócz Warszawy, która już powoli na dizajn stawia, ale nie ma szans na ścisłą specjalizację. Miasto, które stanie się realnie centrum dizajnu w Polsce i znaczącym ośrodkiem za granicą, prawie automatycznie uzyska bardzo wyrazisty i rozpoznawalny wizerunek. Dizajn to nie tylko sposób na nowoczesny rozwój gospodarczy, ale również bardzo dobra podstawa do budowania marki. Dizajn i inne sektory kreatywne, dodają miastom specyficznego charakteru i to zarówno tym, których wizerunek opiera się w dużej mierze na dizajnie (Mediolan, Glasgow, San Francisco), jak i tym, w które znane są skądinąd (Berlin, Kopenhaga, Barcelona). Dizajn kreuje marki, również – marki miast. Marki z zasady musza być dobrze zaprojektowane, a dobry dizajn z zasady jest markowy.
Powód Szósty: Przez dizajn dość szybko można dołączyć do światowej czołówki
Są takie technologiczne sektory gospodarki, w których bez wielkich inwestycji, co roku nie można osiągnąć sukcesu. Zarówno infrastruktura, jak i badania w tych sektorach pochłaniają olbrzymie sumy. Nierzadko, są to sektory nowoczesne i atrakcyjne – technologia kosmiczna, nuklearna czy biotechnologia. Oczywiście, nie należy spisywać ich na straty. Małe są jednak szanse, że w dającej się przewidzieć przyszłości Polska, dysponując gorszą pozycją wyjściową i mniejszymi możliwościami bieżącymi nadrobi wieloletnie zapóźnienia i doskoczy do czołówki światowej. Dizajn i inne sektory kreatywne wymagają zaś raczej innych zasobów: kreatywności, oryginalności. Są mniej oparte o miliardowe inwestycje, a bardziej – o kapitał społeczny i zwrotność neuronów. Dlatego, raczej łatwiej nam będzie wygrywać międzynarodowe konkursy na najlepsze projekty - zarówno graficzne, jak i produktowe czy architektoniczne - niż zbudować konkurencję dla NASA. Dizajn jest polską drogą na skróty do światowej czołówki. Już się w niej zaczynamy pojawiać, tylko nieśmiało i jakby przez przypadek.
Powód Siódmy: Miasto dizajnu jest ładniejsze, ciekawsze i bogatsze od innych
Dizajn to porządkowanie przestrzeni. Tworzenie ładu, przemyślanego układu elementów. Ta prawidłowość dotyczy tak mody, jak i produktu, architektury czy reklamy. Nie chodzi o to, czy układ ten będzie bardziej stonowany, czy bardziej odważny. Będzie prawdopodobnie raz taki, raz taki. Ważne, by był dobrze zaprojektowany, porywający. A takiego ładu i atrakcyjności przestrzennej brakuje polskim miastom, w tym i Poznaniowi. Tu nie ma na co czekać. Im więcej dizajnu zalęgnie się w Poznaniu tym lepiej, to znaczy – tym ładniej. Z kolei inne sektory kreatywne, jak media, czy film, oraz te najbardziej związane ze sztuką (performatywne, wizualne), wielokrotnie poszerzają możliwość spędzania wolnego czasu w mieście przez mieszkańców i gości. Na dodatek, wszystkie sektory kreatywne ściągają do miasta pieniądze. Z jednej strony, turyści wydają więcej, bo więcej mają do roboty. Z drugiej strony, do miasta sprowadza się więcej firm lub nawet – centralnych działów firm. W tych działach, podobnie jak w samym dizajnie, dużo się zarabia. Kto dużo zarabia, ten dużo wydaje, zwłaszcza - na usługi. A usługi są w znakomitej większości lokalne. W ten sposób więcej pieniędzy wpada w cały poznański krwioobieg: od kwiaciarek, taksówkarzy, organizatorów imprez, nauczycieli języków i specjalistów komputerowych po spa, lekcje golfa, kursy medytacji i Bóg jeden wie, co jeszcze.
Wsparcie płynie z Góry
Skoro zaś już zahaczyliśmy o sacrum, to spieszę donieść, że rozwój sektorów kreatywnych wydaje się mieć również mocne oparcie w nauce Kościoła. Przynajmniej - Kościoła o.o. Dominikanów w Poznaniu. Na własne uszy słyszałem dzisiaj (Niedziela Palmowa), jak Ojciec Góra grzmiał o tym, że jesteśmy powołani do kreowania. Do tworzenia kultury i nowych standardów przedmiotów, miejsc i zjawisk. Orzekł też, by dążyć do wielkości i nie bać się rozmachu w działaniu. Brzmiało to po prostu jak wyraźne błogosławieństwo dla Strategii Mediolańskiej, mimo, ze przecież nasz charyzmatyczny dominikanin nigdy o niej nie słyszał. Nic dodać, nic ująć.Powróciwszy do ziemskiej przestrzeni, zauważmy skromnie, że dizajn jest wszędzie. Można na odczepnego zrezygnować na przykład z filharmonii. Teatru. Kina. Telewizji. Sportu. Działki. Jedzenia rogali. Ale każdy z nas mieszka w gorzej lub lepiej zaprojektowanym wnętrzu. Większość z nas jeździ jakoś zaprojektowanym samochodem. Czytając te słowa, siedzisz Drogi Czytelniku na jakoś tam zaprojektowanym krześle, w jakoś zaprojektowanym ubraniu. (Bez? No to miłej zabawy.) To wszystko jest dizajn. Dizajnu praktycznie nie da się zbojkotować. Jeżeli po przeczytaniu powyższych zdań, ktoś udowodni mi, że dizajn to jakaś fanaberia i jest dla Poznania równie nośny i przydatny, co na przykład cukiernictwo, kupię mu 50 rogali marcińskich, które sam uwielbiam, i odwołam tezy Strategii Mediolańskiej. Póki nikt tego nie udowodni, dołożę wszelkich wysiłków, żeby tę strategię zrealizować. Świat coraz bardziej dzieli się na tych, którzy wymyślają, projektują, tworzą i na tych, którzy wykonują to, co inni wymyślili. Poznań ma szansę z tego drugiego świata, na szagę przemaszerować do tego pierwszego. W taki marsz wierzymy, i ze swej skromnej strony proponujemy pewien plan, aby ułatwić nawigację. FORZA POZNAŃ!